Michał Wójcik: Swoimi wypowiedziami sędzia Tuleya ośmiesza nie tylko siebie, ale rzuca cień na cały wymiar sprawiedliwości

Sędzia Tuleya ośmiesza nie tylko siebie, ale rzuca cień na cały wymiar sprawiedliwości. Pozostaje mieć nadzieję, że obywatele nie będą patrzeć na całe sądownictwo przez pryzmat sędziego Tuleyi. Ja znam wielu znakomitych sędziów, którzy nie utożsamiają się z jego poglądami - powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Michał Wójcik, wiceminister sprawiedliwości.


wPolityce.pl: W programie „Czarno na Białym” sędzia Tuleya przyznał, że protestował ze świeczką przed Sądem Najwyższym. Co więcej, podkreślił, że jego zdaniem każdy sędzia powinien brać udział w tych demonstracjach. Dodał, że jego zdaniem nie są one polityczne. Czy w pana ocenia sędzia może brać udział w takich demonstracjach?

 

 

Michał Wójcik: Nie ma żadnych wątpliwości, że to były polityczne demonstracje, z udziałem polityków opozycji, z antyrządowymi hasłami. Dlatego jestem zaskoczony taką otwartością w wyrażaniu poglądów politycznych przez sędziego Tuleyę. Prawo jasno przecież stanowi, które grupy zawodowe nie mogą się angażować się w życie polityczne. Taką grupą są sędziowie, którzy wprost mają zakaz prowadzenia działalności politycznej. Niech sędzia Tuleya sięgnie po konstytucję i przeczyta choćby art. 10, w którym jest mowa o rozdziale władz. Sędzia powinien być niezawisły, a jego poglądy nie mogą rzutować na sferę orzeczniczą. Jeżeli więc ten sędzia sam głośno przyznaje, że bierze udział w działalności w istocie politycznej, to jest to bardzo niebezpieczna sprawa, bo można mieć wątpliwości co do jego niezawisłości.


Sam sędzia Tuleya ma inne zdanie na ten temat. Jest przekonany, że nie angażuje się w działania polityczne i stwierdził, że byłby to dla niego zaszczyt, gdyby jako pierwszy stanął przed sądem dyscyplinarnym pod zarzutem, że motywy jego rozstrzygnięć mają charakter polityczny.


To tylko potwierdza, że zachowanie sędziego wykracza poza działalność orzeczniczą. Zdumiewa łatwość wypowiadania się sędziego Tuleyi w kwestiach politycznych. Niestety, sędzia ten jest znany z takich dziwnych wypowiedzi i orzeczeń, z działalności wykraczającej w moim przekonaniu poza zakres tego, co sędzia może publicznie głosić.


Swego czasu sędzia Tuleya mówił, że CBA stosowało stalinowskie metody podczas przesłuchań. Teraz w programie „Czarno na białym” zaznaczył, iż ustawy o KRS i SN nie powinny zostać podpisane, i że to próba wpływania na niezawisłość sędziów charakterystyczna dla każdej dyktatury, a w Polsce to się kojarzy z latami 80-tymi i wcześniejszymi, czyli czasami komunizmu. Jak pan skomentuje takie porównanie sędziego Tulei?


Te uwagi są wyjątkowo przykre i niegodne. Sędzia Tuleya z wielką łatwością sięga w swoich porównaniach do mrocznych czasów komunizmu, czasów, w których prześladowano i zabijano ludzi, dzięki którym możemy żyć dzisiaj w wolnym kraju, a on może być sędzią. Po za tym to sam sędzia Tuleya wydaje się nie rozumieć, na czym polega niezależność poszczególnych władz. To nie on decyduje o ustawach, o tym, czy prezydent ustawę podpisze czy nie. Tak jak nikt nie może wpływać na sędziego Tuleyę w kwestiach orzekania, tak sędzia Tuleya nie może wpływać na decyzję parlamentu czy prezydenta. Niestety takimi wypowiedziami sędzia Tuleya ośmiesza nie tylko siebie, ale rzuca cień na cały wymiar sprawiedliwości. Pozostaje mieć nadzieję, że obywatele nie będą patrzeć na całe sądownictwo przez pryzmat sędziego Tuleyi. Znam wielu znakomitych sędziów, którzy nie utożsamiają się z jego poglądami.


Pan mówi, że sędzia Tuleya nie rozumie na czym polega trójpodział władzy, ale on z kolei sądzi, że to Państwo chcą wprowadzić zależne od siebie sądy, tak jak dzieje się to w każdej dyktaturze.


Gdyby sędzia Tuleya zamiast powtarzać nieprawdziwe hasła opozycji, raczył sprawdzić, jak funkcjonuje system wymiaru sprawiedliwości w innych krajach Unii Europejskiej, to dowiedziałby się, że nasze reformy nie są niczym nadzwyczajnym i podobne rozwiązania funkcjonują w Europie już od dziesięcioleci. Między innymi u naszych zachodnich sąsiadów, gdzie przepis konstytucji wprost mówi o tym, kto staje się członkiem Trybunału Sprawiedliwości, czyli równorzędnego podmiotu do naszego Sądu Najwyższego. I prawo tam stanowi, że to politycy decydują o tym, kto może zostać sędzią Trybunału. Ale sędzia ten nie zna chyba także nawet polskiej konstytucji. Reforma sądownictwa nie łamie ustawy zasadniczej w żadnym miejscu. Słowa o tym, że wprowadzamy działania jak w dyktaturze, są nieuprawnione i krzywdzące. Żyjemy w kraju w pełni demokratycznym, czego wielu z zagranicy nam zazdrości. I o czym świadczą także demonstracje opozycji, w których tak ochoczo bierze udział sędzia Tuleya. Jaka dyktatura by na to pozwalała?


Sędzia Tuleya rzeczywiście chodzi po ulicy i patrzy na to, co się dzieje w naszym kraju – według jego relacji, przynajmniej raz w tygodniu jest atakowany słownie, słyszy, że jest „sprzedawczykiem”, „ubekiem” i tak dalej.


Jeśli to prawda, to tak nie powinno być. Nikt nikogo nie powinien obrażać, a tym bardziej atakować. Ani sędziego Tuleyi, ani polityków czy biur poselskich, które ostatnio były celem ataków.

 

Źródło: https://wpolityce.pl/polityka/375483-nasz-wywiad-michal-wojcik-swoimi-wypowiedziami-sedzia-tuleya-osmiesza-nie-tylko-siebie-ale-rzuca-cien-na-caly-wymiar-sprawiedliwosci

 

Z Facebooka

Z Twittera

Nawigacja

Moje profile społecznościowe